Zanim udało się ten dopływ zatamować, woda zalała VIII i IX poziom. W ostatnich latach odpompowano wodę i ponownie udostępniono poziom VIII. Natomiast odpompowanie wody z IX poziomu wiąże się z pewnym ryzykiem, ponieważ znajduje się tu tama zbudowana jeszcze w latach 60., która blokowała dopływ słodkiej wody. W czasie zalewania tego poziomu mogło dojść do uszkodzenia tej tamy w wyniku rozpuszczania soli na jej obrzeżach przez słodką wodę. Z czasem w wodzie rozpuściła się sól, tworząc roztwór nasycony. Na tamie ustaliła się równowaga ciśnień hyrostatycznych, która zapobiegała jej zniszczeniu. Jednak odpompowanie wody z IX poziomu może zachwiać tę równowagę i strumień słodkiej wody ponownie może zalać kopalnię. Stąd też pojawiła się konieczność dotarcia do tamy i zbadania jej stanu. Jest to możliwe tylko przy wykorzystaniu technik nurkowania jaskiniowego.

  • Boczna komora (stajnia) przed Pochylnią Centralną. Baza nurkowa.
  • Nacieki solne na półce w Szybie Drabinowym
  • Sprzęt przygotowany orzed nurkowaniem w Szybie Drabinowym
  • Transport sprzętu w Szybie Drabinowym
  • Wiktor Bolek po nurkowaniu w Szybie Drabinowym

Wykonania tego zadania podjęła się Grupa Specjalna Płetwonurków z Katowic pod kierownictwem Macieja Rokusa oraz Podkomisja Nurkowania Jaskiniowego PZA. Ze strony Podkomisji w nurkowaniach wzięli udział Wiktor Bolek i Rafał Górecki.

Nurkowanie w nasyconym roztworze soli (solanka) w zamkniętych przestrzeniach niesie ze sobą szereg dodatkowych problemów. Przede wszystkim gęstość solanki jest 1.3 raza większa niż słodkiej wody, co powoduje znacznie większa wyporność. Ponadto dostanie się solanki do oczu czy ust może spowodować gwałtowne reakcje organizmu uniemożliwiające dalsze nurkowanie. Żeby przygotować się do tego środowiska, przed nurkowaniem pod stropem, postanowiliśmy najpierw zanurzyć się w akwenie otwartym, tj. w jeziorku w Komorze Barącza. Okazało się, że wystarczy zabrać około 20 kg dodatkowego ołowiu, podczas gdy przy naszej konfiguracji sprzętowej w wodzie słodkiej używaliśmy tylko kilku kilogramów. Szczególną uwagę poświęciliśmy możliwości zalania maski. Kontakt solanki z gałką oczną powoduje silne pieczenie i ogólny stres. Żeby tego uniknąć, maskę przed nurkowaniem przemywaliśmy słodką wodą i dokładnie uszczelnialiśmy na samym początku ubierania sprzętu. Kolejnym problemem była konieczność zmiany automatów. Tę czynność należało wykonywać bardzo starannie, aby nie zachłystnąć się solanką. Wszystkie te czynności przećwiczyliśmy w Komorze Barącza. Pływaliśmy zarówno w konfiguracji z butlami na plecach jak i po bokach.

Tak przygotowani, podczas następnego wyjazdu przystąpiliśmy do penetracji IX poziomu. Przejście z VIII poziomu na IX jest możliwe dwoma zasadniczymi drogami. Pierwsza z nich to tzw. Pochylnia Centralna przez którą odbywał się transport urobku. W tym miejscu chodnik był przestronny, a wejście do wody łatwe. Jednak z tego miejsca do tamy należało przepłynąć na IX poziomie 400-500 metrów przy głebokośći 30-40 metrów. Druga z nich to tzw. Szyb Drabinowy - stosunkowo wąska, prawie pionowa pochylnia służąca zapewne tylko do inspekcji lub wentylacji. Jednak z tego miejsca do tamy było tylko około 50m w poziomie. Dodatkowego komentarza wymaga jeszcze pojęcie głębokości nurkowania w solance. Jeżeli faktyczna różnica pomiędzy poziomem VIII i IX wynosi np. 35m, to po wypełnieniu tej przestrzeni solanką, ciśnienie hydrostatyczne na IX poziomie będzie 1.3 raza większe niż gdyby wypełniono ją słodką wodą. Głębokościomierze tak naprawdę dokonują pomiaru ciśnienia, z tym że wynik pokazują w metrach słupa słodkiej lub słonej wody. W związku z tym wartości, wskazywane przez przyrządy pomiarowe w solance, będą większe od faktycznej głębokości - będą wskazywały tzw. Ekwiwalentną Głębokość Wodną (EGW). Nie zmienia to jednak procedur dekompresji, ponieważ proces nasycania i odsycania tkanek zależy od ciśnienia a nie od faktycznego położenia w pionie. Podczas penetracji IX poziomu było to o tyle istotne, że przewidywana tam EGW mogła wynosić 45 m. W zamkniętych przestrzeniach nurkuje się na powietrzu do 40m EGW, więc do penetracji IX poziomu należało przewidzieć odpowiedni trimix.

Przy zerowej widoczności rozpocząłem powrót. Okazało się, że tuż przy zawale było trochę mało miejsca by się odwrócić. W toni wokół mnie pływało mnóstwo belek z obudowy. Wyczuwałem je dotykiem. Jedna z nich usilnie wchodziła mi pod pachę - chyba chciała się ze mną zabrać na powierzchnię. Na szczęście pozbyłem się jej. Rozpocząłem nawijać linkę z powrotem na kołowrotek. Posuwałem się bardzo powoli. Widoczność poprawiła się dopiero w miejscu, gdzie chodnik zwężał się. Minąłem 60. marker. Widziałem już do ok. 1 metra przed sobą. Bez problemu pokonałem zacisk w kałuży i wynurzyłem się.

Pierwsze nurkowanie zaplanowałem w Szybie drabinowym. W konfiguracji z butlami na plecach, obciążony ołowiem z ulgą zszedłem po drabinie do wody. Lustro wody pokrywała centymetrowej grubości kra z soli. Woda odparowująca na powierzchni solanki powoduje wytrącanie się soli. Po przebiciu się pod krę ujrzałem fragment pochylni. Widoczność nie była rewelacyjna dochodziła do 50 cm. Szyb co kilka metrów był poprzedzielany pomostami, na których kończyła się drabina po jednej stronie i zaczynała po drugiej stronie. Najciaśniejsze miejsce było tam, gdzie nowa drabina przechodziła przez pomost. Dojrzałem pod sobą właśnie taki pomost. Bąble wydechowe połamały krę, której płaty spadały teraz wokół mnie. Przechodząc delikatnie na drugą drabinę zmąciłem jednak wodę. Widoczność spadła do ok. 10 cm. Na głębokości 6m przywiązałem poręczówkę do szczebla drabiny i zmieniłem automat. W tym momencie zaczęły się problemy. W komorze drugiego stopnia zostało trochę solanki, którą starałem się nerwowo i do tego bezskutecznie wydmuchać. Przy każdym wdechu solanka atakowała mój język. Tylko silną wolą nie dopuszczałem do zakrztuszenia się. Jednak oddech stawał się coraz szybszy i coraz bardziej nerwowy. Zrozumiałem, że dłużej nie wytrzymam tej sytuacji. Zmieniłem automat. Tu pozbyłem się solanki bez problemu. Jednak w dalszym ciągu nie mogłem uspokoić nerwowego oddechu. Miałem zdyszkę. W ustach, przełyku i krtani czułem suchość, tak że nie miałem czym odkrztusić. Pomyślałem, że to już koniec nurkowania. Że trzeba się natychmiast ewakuować na powierzchnię. Jednak siłą woli odczekałem chwilę i po około 3 minutach oddech wrócił do normy. Mogłem się dalej zanurzać, ale nie byłem pewny działania drugiego automatu - czyli tak jak bym nurkował z jedną butlą. Spróbowałem zejść niżej. Dotknąłem stopami kolejnego poziomu. W tym momencie widoczność spadła do absolutnego zera. Nie byłem w stanie odczywtywać wskazań przyrządów, nawet jak je przykładałem do maski. Poręczówkę widziałem tylko wtedy, gdy dokładnie przycisnąłem ją do szybki maski. W tych warunkach wymacałem następną drabinę. Dowiązałem tam po omacku poręczówkę. W tym miejscu postanowiłem zakończyć penetrację. Pozostało tylko odciąć poręczówkę i wrócić na powierzchnię. Przykłądając po kolei do maski różne fragmenty poręczówki i węzła w końcu nabrałem pewności co do odcinka, który muszę przeciąć. Zajęło mi to chyba z kilka minut. Przykłądając marker do maski odczytałem na nim cyfrę 20. Powrót odbywał się szybko. Zmieniłem automat, tym razem nie podawał już solanki. Po wynurzeniu się na powierzchnię mogłem w końcu odczytać parametry nurkowania z komputera. Byłem na głębokości -12m w czasie 18 minut.

Kolejne nurkowanie przeprowadził Rafał Górecki w Pochylni Centralnej. Tu wejście do wody było wygodne dzięki pomostowi przygotowanemu przez Grupę Specjalną Płetwonurków. Rafał popłynął wzdłuż prawej ściany. Tu biegła biegła poręcz dobrze wskazująca kierunek. Jednak co kilkanaście metrów w tej ścianie była wnęka, przy której brakowało poręczy. Na tym odcinku kierunek powrotu wskazywała jedynie rozwijana przez Rafała poręczówka. Widoczność nie była beznadziejna - dochodziła do 50 cm. Niestety maska nie uszczelniła się Rafałowi zbyt dobrze. Musiał ją przez cały czas przedmuchiwać, a solanka drażniła mu oczy. Na głębokości -24m wpłynął w warstwę solanki o przejrzystości rozcieńczonego mleka. Przy kompletnym braku przejrzystości założył gumkę na koniec poręczy i odciął poręczówkę. Po wynurzeniu się Rafał odczytał z komputera, że był na -26m w czasie 40 minut. Rozwinął 65m poręczówki.

Następnego dnia postanowiłem ponownie zanurkować w Szybie Drabinowym. Tym razem wziąłem butle zamocowane po bokach, żeby łatwiej przeciskać się przez pomosty. Okazało się jednak, że to bardzo złe rozwiązanie. Ze względu na dużą wyporność butle od razu odwróciły się dnem do góry i klinowały się po bokach szybu. W Komorze Barącza ta konfiguracja sprawdzała się dobrze, ale wtedy pływałem w pozycji głową w dół. Schodząc po drabinach byłem w pozycji pionowej, co powodowało, że butle układały się zupełnie inaczej. Do głebokości -6m widoczność pozwalała na odczytywanie przyrządów. Jednak zaklinowaie się tu butli, a potem jej uwolnienie spowodowało spadek widoczności do zera. Po omacku doszedłem do końca poręczówki, którą zostawiłem poprzedniego dnia. Odblokowałem kołowrotek i dowiązałem się do starej linki wiążąc kilka dodatkowych węzłów dla pewności. Zacząłem schodzić. Poczułem, że szczeble się kończą. Po lewej stronie biegła rura o dużej średnicy - co najmniej pół metra. Spróbowałem znaleźć kolejną drabinę, która powinna znajdować się po drugiej stronie rury. Jednak nie mogłem jej wymacać. Obniżyłem się jeszcze bardziej i dopiero wtedy poczułem kolejny szczebel. Przywiązałem poręczówkę i schodziłem dalej. Poczułem, że nogi plączą mi się w jakiś cienki przewód - chyba kabel telefoniczny. Schyliłem się i próbowałem go odsunąć. Nie mogłem wyczuć jak się powinienem dalej posuwać. Nie widziałem przyrządów, nie wiedziałem na jakiej jestem głębokości i ile mi zostało powietrza. Postanowiłem tu zakończyć nurkowanie. Dowiązałem poręczówkę, odciąłem właściwy koniec. Po wynurzeniu okazało się, że byłem na głębokości 18m podczas 30 minut. Rozwinąłem kolejne 10m poręczówki. Z jednej butli zużyłem 70 bar, podczas gdy z drugiej tylko 40 bar.

Penetracja zalanych po strop korytarzy w solance przy zerowej widoczności jest dosyć wyczerpująca psychicznie. Potrzebne jest kilka nurkowań w celu oswojenia się z tym środowiskiem. Kluczem do dalszej penetracji jest zaopatrzenie się w lunetkę, która pozwoli na odczytywanie przyrządów przy kompletnym braku widoczności. Póki co nie osiągnęliśmy jeszcze głębokości 40m, więc użycie trimiksu nie było konieczne. Nie trzeba było także wdrażać procedur dekompresji przy zerowej widoczności.


Turystyczna akcja w jaskini Dudnica
13. Styczeń 2015

Relacja z nurkowania w tej świetnej tatrzańskiej jaskini treningowej. Jak się okazało - także naprawdę urzekającej pod wodą..... co można zobaczyć na załączonym filmie z akcji.

Akcja eksploracyjna w Kasprowej Niżniej
13. Styczeń 2015

W dniach 9-10 I 2015r wykonaliśmy akcję eksploracyjną w Jaskini Kasprowej Niżniej. Do jaskini weszliśmyw piątek ok. godziny 8 rano, natomiast wyszliśmy w sobotę ok. 19. Dotarliśmy do Partii Końcowych i zaatakowaliśmy Komin Wyjściowy.

Projekt HOMAR - kolejne starcie
01. Lipiec 2014

Ostatni weekend czerwca przyniósł ze sobą kolejną odsłonę „Projektu Homar”. Z inicjatywy Grupy Eksploracyjnej Miesięcznika „Odkrywca” (GEMO), w Nawojowie Śląskim, pojawiła się również liczna grupa nurków jaskiniowych związanych z GNJ i GRALmarine Extreme Diving Expedition Support. Kierownikiem podwodnej części akcji był nasz kolega Mirek Kopertowski.