Do Zimnika przyjechaliśmy w środę wieczorem. Bartek już na nas czekał, Warszawka- po drodze zahaczając o Sosnowiec- jeszcze nie dojechała, deszczyk mżył.

Towarzystwo dojechało koło północy, rozkwaterowaliśmy się w domkach i namiotach, pogadaliśmy z panią Danusią i Januszem przy napojach orzeźwiających i poszliśmy spać, bo Honzo zapowiedział zajęcia od 9 rano.

W czwartek o 9 rano całe warsztatowe towarzystwo -Sandra, Pawły dwa, Piotrek, Mateusz, Waldek, Homer, Honzo i ja siedzieliśmy przy stole pod parasolem i zaczynaliśmy część teoretyczną. Deszczyk mżył, wiaterek powiewał. Koło 11 doszliśmy do wniosku, że aura nie sprzyja nauce na świeżym powietrzu i przenieśliśmy się do domku. Plan zajęć przewidywał ćwiczenia na powierzchni po południu, ale deszcz rozpadał się na dobre, więc Honzo zaproponował, coby teorię wykończyć i – licząc na poprawę pogody – ćwiczenia powierzchniowe zostawić na koniec dnia. Jedyne, co udało nam się przy tej cholernej pogodzie zrobić w ramach ćwiczeń to konfigurowanie sprzętu i kalibrowanie kołowrotków… Po czym wróciliśmy do teorii… Całe szczęście, że Honzo kazał nam zapoznać się z zagadnieniami przed przyjazdem na WNJ, bo materiału było naprawdę dużo.

Wieczorem - kolacja i pogaduchy w ramach integracji i – umówieni na zajęcia na 9 rano- po północy poszliśmy spać. Deszczyk mżył i popadywał…

Piątek – 9 rano – teoria c.d. Już bez przenoszenia się na dwór, bo deszczyk… W końcu, koło południa Honzo skończył omawianie teoretycznej części warsztatów i – mimo mżącego deszczyku – zaczęliśmy ćwiczenia z poręczowania, deporęczowania, poruszania się po poręczówce bez widoczności, stawiania i oznaczania ciągów bocznych. O dziwo – deszczyk nie padał… Honzo chodził, sprawdzał, poprawiał i tłumaczył. Sad pani Danusi wyglądał jak jedna wielka pajęczyna ze ślepymi, dwunogimi pająkami, snującymi się wzdłuż linek… Ponieważ obiecał, że wejdziemy do wody, jak tylko zaliczymy ćwiczenia powierzchniowe – mocno się postaraliśmy i po południu zaczęliśmy się wbijać w suchary. W tym momencie wyjrzało słońce…

Honzo przywiózł sporo maneli do testów -latarki od Gralmarine, suchary i ocieplacze Santi, ocieplacze NoGravity, uprzęże Piórewicza i SeaMonstera, kołowrotki Tomspro i Alpinura i powiedział, że mamy testować… Część warsztatantów się skusiła…

W wodzie Honzo rozciągnął poręczówkę. Mieliśmy sobie zrobić ciągi boczne, ładnie je zastabilizować i przy nich ćwiczyć zmianę maski, pływanie na ślepo, bez płetw i ogólnie poćwiczyć poruszanie się w konfiguracji bocznej, pamiętając o zmianie automatów co 10 barów, po czym – na zakończenie – skartować poręczówkę. Po ciężkich walkach wyszliśmy na powierzchnię i nastąpiło omówienie…

Zjebka stulecia dotyczyła sposobu kontaktu z poręczówką. Tzn. totalnego braku owego kontaktu… Poza tym oberwało nam się za luźną poręczówkę, słabą stabilizację i takie tam… Teoretycznie każdy umarł w tej jaskini, ale ponieważ nurki – jak koty – mają dziewięć żyć – po godzinie znowu wchodziliśmy do wody, coby błędy poprawić, depozyty położyć i w czarnej masce po swojej poręczówce z jaskini wyjść… Znowu kilku poległo, ale drugie omówienie było już łagodniejsze w słowach

Ponieważ deszczyk zaczął znów padać, kolacja i wieczorne pogaduchy odbyły się pod parasolem…

Sobota zaczęła się wykładem o 9… Po jakiejś godzinie skończyła się teoria warsztatowa i zaczęła ta do kursu cavern. A zaczęła się słowami „a teraz zapomnijcie, czego Was uczyłem przez te trzy dni…” … Zasady partnerskie w kawernach, komunikacja, zasady obliczania gazów dla całej grupy i punktów powrotu oraz mnóstwo innych ciekawostek.

Po teorii wpakowaliśmy się do wody, żeby poprawić spartolone ćwiczenia z dnia poprzedniego, powycinać się z poręczówek z zachowaniem ich ciągłości (Honzo zaplątuje kursantów iście po mistrzowsku, ja bym się musiała nieźle postarać, żeby się tak zaplątać … ) Po wyjściu znów okazało się, że parę żyć zostało w jaskini, więc zombiaki na następnym nurku musiały poprawiać. A następny nurek był kursowym, cavernowym, partnerskim nurkiem z ćwiczeniami w poszukiwaniu zagubionego kumpla, powrotem po stracie światła, powrocie po stracie gazu – wszystko z zachowaniem komunikacji w grupie. Naszej trójce poszło nad podziw sprawnie i wypełzliśmy z wody. O 21 wyleźli ostatni delikwenci i w trakcie późnej kolacji Honzo omówił ćwiczenia, ostrożnie pochwalił postępy i w nagrodę pokazał zdjęcia z wyjazdów na Bałkany. Bajka…

W niedzielę o 9 spotkaliśmy się na egzaminie. Napisaliśmy test, omówiliśmy błędy i po opstrykaniu aparatami szczęśliwej i dumnej z siebie grupki absolwentów WNJ z dyplomami w garści zaczęliśmy się pakować, bo wszak to koniec, niestety… Na deser zostało nam tylko nurkowanie w Browarze Pojechaliśmy więc w szóstkę, bo wszyscy chcieli do Browaru… Ale to nurkowanie to może Piotrek opisze, bo ja do wody nie weszłam… Karma taka…

W XVI WNJ brali udział: Agnieszka Masiewicz, Piotr Majchrzak, Mateusz Popek, Waldek Królak, Paweł Musiała, Paweł Seweryniak, powierzchniowo Sandra Strejczyk. W roli doradcy Jacek Strejczyk „Homer”, a w roli prowadzącego Dominik Graczyk „Honzo”.

Zabezpieczenie tlenowe Klinika Medyczna IBIS, Warszawa, Sprężarka Paweł Musiała. Dziękujemy wymienionym w relacji firmom za sprzęt testowy, o którym po testach mamy dobre zdanie.


Relacja z Warsztatów GNJ - kwiecień 2015 Hańcza
04. Maj 2015

Nie sposób zgadywać czy to piękne okoliczności przyrody czy też inne, niewytłumaczalne względy zagnały Grupę Nurków Jaskiniowych na Hańczę, jezioro, które słynie wprawdzie z głębokości, ale na próżno szukać tam stropu...

I Warsztaty Produkcji Filmowej GNJ
09. Marzec 2015

Warsztaty odbyły się 20-21 Lutego 2015 w Tatrach i były wewnętrzym szkoleniem GNJ.